Zanim posadzisz dziecko przed telewizorem, pomyśl: nuda wcale nie jest taka zła.

Zacząłem pracę w nowej firmie ponad rok temu. Od tamtego momentu czas, który poświęcałem na oglądanie telewizji sukcesywnie malał. Mój zawód niestety wiąże się z wieloma obowiązkami, również po zakończeniu czasu pracy. Kiedy wracam do domu muszę poświęcić dodatkową godzinę na posegregowanie materiałów, z których mój zespół będzie korzystał następnego dnia. Takimi rzeczami potrafię zajmować się wyłącznie w ciszy. Na wiadomości w tle nie ma nawet opcji. Zacząłem też relaksować się w inny sposób. Dotychczas telewizja naprawdę pomagała mi się odprężyć, była dobrą odskocznią od życia codziennego. Niestety (a raczej na szczęście!), zmiana pracy wiązała się z czymś zupełnie nowym. Kiedy wracam do domu, mam naprawdę już dość słuchania rozmów. Zacząłem kochać ciszę, dlatego z telewizji od pewnego czasu korzystała już tylko moja pociecha. Uznałem, że nie ma sensu przedłużać umowy z dostawcą kablówki. Pan z firmy przyszedł odebrać mój router, telewizor wystawiłem na OLX.

Mój syn wpadł w histerię.

Wiedziałem, że przekazanie przykrej informacji młodemu będzie wyzwaniem. Oglądanie bajek to było chyba jego jedyne zajęcie po powrocie do domu. Powiedziałem mu, że dzisiaj rano przyjechała pewna Pani, która zostawiła dużo pieniędzy na zabawki. W zamian zabrała telewizor. Mój syn o mało nie wyszedł z siebie. Wpadł w prawdziwą histerię, rozpłakał się, trzasnął drzwiami i nie wychodził z pokoju aż do wieczora. Przy śniadaniu nie chciał się do mnie odezwać ani słowem. Wiedziałem, że jestem u niego na cenzurowanym. Młody nie chciał się dać przekupić i konsekwentnie odmawiał pójścia ze mną po nowe zabawki. Szczerze mówiąc nie dziwię mu się, miał ich całe mnóstwo i każdy nowy zestaw coraz szybciej zaczynał go nudzić. Pierwszym prezentem, jaki dostał w swoim życiu były drewniane klocki od mojej teściowej. Było to absurdalne, młody był w takim wieku, że nie wiedział jak ma z nich korzystać. Po chrzcie stoczyła się na niego cała fala bardziej przydatnych gadżetów, więc klocki zostały odstawione w kąt i zapomniane.

Nuda wcale nie jest taka zła

Byłem bardzo ciekaw, na co mój syn zamierza przekierować swoją uwagę. Nie pozwalałem mu na korzystanie z jakichś innych urządzeń elektronicznych typu tablet, smartfon itp. Nawet nie wiem jak opisać moje zdziwienie, gdy któregoś dnia wróciłem do domu i zobaczyłem półmetrowy drewniany wieżowiec, ułożony na dywanie w salonie. Młody był wyraźnie dumny, gdy go pochwaliłem i zrobiłem mu zdjęcie razem ze swoim dziełem. Od tamtego czasu mój syn regularnie tworzy coś nowego. Często zaczyna brakować mu klocków, żeby zrealizować swoje pomysły. Zdałem sobie wtedy sprawę, że nuda wcale nie jest taka zła. Telewizor był idealnym narzędziem do zabijania czasu. Gdy go zabrakło, młody musiał wykazać się kreatywnością, by znaleźć nowy sposób na spędzanie wolnego popołudnia. Metoda, którą wybrał, była najlepsza z możliwych – za każdym razem, gdy zbuduje coś nowego nie mogę wyjść z podziwu, jakie mam zdolne dziecko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *