Wiotkość krtani

Wiotkość krtani u noworodka i niemowlęcia. Czy jest się czego obawiać?

Kiedy noworodek nieprzyjemnie charczy i wydaje dźwięki przypominające pianie koguta, może to oznaczać, że cierpi na wrodzoną wiotkość krtani, której jednym z objawów jest tzw. stridor.

Po raz pierwszy z dziwną nazwą stridoru zetknąłem się już w szpitalu, w dzień wypisu do domu. Zu zaczęła wydawać z siebie niepokojące dźwięki. Po tym jak lekarz stwierdził, że wypisu nie będzie, i po tym, jak dwie godziny później stwierdził, że jednak będzie, byłem już na tyle zaniepokojony, że zastanawiałem się, czy nie lepiej będzie jeśli Zu w szpitalu jednak zostanie.

Kilka dni później objawy zaczęły się nasilać, w międzyczasie pojawił się katar, który prawdopodobne je wzmocnił. Wycieczka na SOR. Już w innym szpitalu niż ten, w którym Zu przyszła na świat. Przystęplowano nas kolorem żółtym, czas oczekiwania: do 60 minut. Młodziutka blondynka w towarzystwie studentki-brunetki przebadały dziecko i… niczego się nie dopatrzyły. W tym samym momencie Zu zaczęła właściwie dla siebie charczeć. Na pierwszy rzut oka – wrodzona wiotkość krtani. Po dłuższej konsultacji z lekarzem dyżurnym zalecono nam zostawienie córki na oddziale. Z dziećmi z chorobami zakaźnymi, w salach, które nie mają łóżek dla matek. Podziękowaliśmy.

W międzyczasie pani doktor poinformowała nas, że to może być najzwyklejsza w świecie laryngomalacja, dość częsta u noworodków przypadłość charakteryzująca się stridorem, czyli świstem krtaniowym, wywołana przez zapadanie się miękkich struktur krtani. Przypadłość ta jest częsta i występuje mniej więcej u 10 noworodków na 100.

Nie przejmowałbym się stridorem – powiedział pediatra, do którego udaliśmy się po wizycie na SOR. I bądź tu mądry, człowieku. Co robić dalej? Diagnozować? Czekać aż ustąpi?

Prawdą jest, że wiotkość krtani już z nazwy brzmi poważnie. Jeszcze poważniej brzmi na żywo. Właściwie to brzmi przerażająco, głównie wtedy, kiedy noworodek poddawany jest wysiłkowi, na przykład podczas karmienia. Doskonale rozumiem zaniepokojonych rodziców, którzy odchodzą od zmysłów, kiedy pojawiają się objawy wiotkości.

Najlepiej poszukać dobrego pediatry, może nawet ze specjalizacją w neonatologii. Być może konieczne będzie zdjęcie RTG lub bardziej zaawansowana diagnostyka, która ma na celu wykluczenie nacisków na krtań w postaci choćby naczyniaków. Należy jednak pamiętać, że u kilkutygodniowego dziecka wymaga ona pobytu w szpitalu i podania środków znieczulających.

Wiotkość krtani w ogromniej większości spowodowana jest miękkością nieutwardzonych jeszcze krtani i tchawicy. Dziecku można podawać (oczywiście po uprzedniej konsultacji lekarskiej) witaminę D, która wspomaga proces budowy kośćca.

Każdy rodzic – podobnie jak ja – powinien uspokoić się po wizycie u laryngologa dziecięcego. Wiotkości krtani nie należy się bać, bo… to normalna przypadłość wieku noworodkowo-niemowlęcego. Tymczasem pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy rodzicom, to obawa, że dziecku może się coś stać. Nigdy w swojej karierze nie spotkałem się z sytuacją, że dziecko udusiło się przez wiotkość krtani – usłyszeliśmy w gabinecie laryngologa. To jednak nie oznacza, że nie powinniśmy dziecka obserwować. Najlepiej kłaść je w łóżeczku na boku i doglądać co jakiś czas.

Co więcej, dolegliwość ta zazwyczaj zaczyna ustępować, kiedy dziecko ukończy trzeci miesiąc życia, kiedy delikatne chrząstki zaczną się usztywniać. Do roku nie powinno być śladu ani po wiotkości, ani po stridorze.

Rodzice, spokojnie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *