Święty Mikołaj to bujda, ale i tak powinniśmy w niego wierzyć

To chyba jedno z największych oszustw na świecie. Oszustw, które są napędzane przez marketing i jednocześnie powodują, że w okresie grudniowo-styczniowym dane o bezrobociu spadają na łeb na szyję. I jak tu nie wierzyć w Świętego Mikołaja, skoro robi tyle dobrego?

Na początek kilka faktów i dowodów naukowych, że KTOŚ TAKI nie mógłby istnieć. Bo gdyby Święty Mikołaj jednak istniał, to pewnie już dawno miałby na pieńku z mieszkańcami małych wiosek (patrz punkt piąty). Ale po kolei…

Po pierwsze: renifery nie potrafią latać.

Po drugie: gdyby Mikołaj przychodził do grubo ponad 350 milionów dzieci na całym świecie (z wyłączeniem krajów, które nie kultywują tradycji chrześcijańskich), to musiałby odwiedzić prawie 92 miliony domów w ciągu całego okresu okołoświątecznego, czyli załóżmy w miesiąc (u nas przychodzi 6 grudnia, w USA – w Wigilię, w innych krajach – nawet w styczniu). To oznacza, że każdego dnia musiałby odwiedzić prawie 2,97 miliona domów.

Po trzecie: zakładając, że każdy z prezentów waży 2 kilogramy, to worek Mikołaja musiałby ważyć 700 tysięcy ton.

Po czwarte: gdyby nawet istniały latające renifery, to żaden zaprzęg nie uciągnąłby takiej wagi.

Po piąte: gdyby istniały latające renifery i latające 700 tysięcy ton, to Mikołaj spadając na Ziemię wywołałby regionalną apokalipsę i mógłby niechcący zmieść z jej powierzchni niewielką wioskę. I pewnie wszystkim odechciałoby się i prezentów, i świętowania.

Po szóste: dzieci w Australii zostawiają Mikołajowi… zimne piwko. Zakładając, że najpopularniejszym piwem w Australii jest Victoria Bitter 250 ml zawierające 4,8% alkoholu i że każda z 5 milionów australijskich rodzin zostawi jedno piwo Mikołajowi ważącemu 100 kilogramów, to po takiej ilości wypitego alkoholu będzie miał około 675 tysięcy promili we krwi. Widzieliście kiedyś Mikołaja, w którego żyłach płynął spirytus? Nie sądzę.

Jako dziecko bałem się Świętego Mikołaja, który wówczas świetnie się wpisywał w peerelowską rzeczywistość. Przychodził obcy facet i myślał, że uda mu się nabrać gromadkę dzieci na to, że jest prawdziwy i że broda wcale nie trzyma się na sznurku. Odkąd pamiętam, rodzice starali się ukrywać prawdę możliwie jak najdłużej, choć nie pamiętam momentu, kiedy uznałem, że to bujda. Może wtedy, kiedy wyniuchałem lekko strawiony alkohol. Cóż, może przed wizytą, roznosił prezenty na Antypodach…

Wielu badaczy podkreśla, że rodzice nie powinni udawać, że Mikołaj istnieje, bo to może wpłynąć na ich relacje z dziećmi. Argumentują, że rodzice okłamują przez długie lata swoje pociechy, co może poskutkować utratą zaufania i że wiara w mity jest po prostu moralnie wątpliwa.

Nie czuję się kompetentny, żeby polemizować z mądrzejszymi, ale chyba drugą największą świąteczną bujdą jest przeświadczenie, że wiara w Świętego Mikołaja szkodzi. Moim zdaniem jest wręcz odwrotnie. Kiedy zacząłem podejrzewać, że moi rodzice jednak mnie wkręcają, doszło do swoistego rytuału przejścia. Miałem wrażenie, że posiadłem tajemną wiedzę, taką, którą posiadają tylko dorośli. Poczułem się więc jak dorosły. Jak to się stało? Najzwyczajniej w świecie postanowiłem na Mikołaja zapolować. Nie spałem całą noc, żeby złapać go za rękę i sprawdzić w jaki sposób chowa prezenty pod poduszką. Kiedy zobaczyłem twarze rodziców szeleszczących workiem ze słodyczami to już wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi. I nie czułem się wcale rozczarowany. Pomyślałem, że mnie kochają i chcą dla mnie jak najlepiej.

Według badania przeprowadzonego w latach 70. wśród dzieci w wieku szkolnym tylko 6 proc. przyznało, że poczuło się zdradzonymi. W 2000 roku badania potwierdziły, że 80 proc. dzieci wierzących w istnienie św. Mikołaja czuło się szczęśliwymi.

A gdyby tak odwrócić całą sytuację i poprosić Świętego Mikołaja, żeby przestał wierzyć w nasze dzieci… Wyobrażam sobie, że to mogłoby mieć znacznie większy negatywny skutek. Bo jak wytłumaczyć dziecku, że do innych przychodzi, a do nie go nie? Czy dziecko nie zacznie się zastanawiać, co jest z nim nie tak, że Mikołaj postanowił go pominąć?
Święty Mikołaj, mimo że to największa ściema wszech czasów, jest ściemą potrzebną. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak mogłoby wyglądać moje dzieciństwo bez jegomościa ze sztuczną brodą i spranym, śmierdzącym preparatem na mole czerwonym wdzianku. Przynajmniej ukształtował moją wyobraźnię, sprawił, że uwierzyłem, że na świecie może być magicznie, ciepło i rodzinnie oraz że nie trzeba mieć na wszystko naukowego wyjaśnienia – bo wystarczy uwierzyć. No i zabawa była przednia.

Chciałbym, żeby moja córka mogła wierzyć bez konieczności potwierdzeń, że istnieje. Że to on przynosi prezenty, na które będzie czekać z wypiekami na twarzy, że jest w tym coś z dzielenia się dobrem. Że owo obdarowywanie i dzielenie się to nie tylko pójście do sklepu, płatność kartą lub gotówką, że to tylko transakcja wymienna… Może kiedyś nam podziękuję za to, że ją oszukiwaliśmy.

1 thought on “Święty Mikołaj to bujda, ale i tak powinniśmy w niego wierzyć

  1. haha na wesoło:) uwielbiam takie wpisy:P Sam nie tak dawno podobny zamieściłem u siebie:) no tak już jest. Świat jest pełen tajemnic i magii. Można wierzyć lub nie, ale chyba każdy na wspomnienie o Mikołaju robi się jakiś weselszy:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *