Nasze dzieci nie chcą spać. My idziemy na łatwiznę i usypiamy je… środkami nasennymi

Kilkanaście miesięcy temu Olivier Janiak zażartował w jednym z wywiadów, że żeby dobrze wyglądać, trzeba dać dzieciakom tabletkę nasenną, żeby nie przerywały snu. Kilka dni temu Melanie Huml, niemiecka minister z ramienia CSU oświadczyła, że niemieccy pediatrzy zaobserwowali niebezpieczny trend w podawaniu dzieciom środków nasennych. Wydawać by się mogło, że problem dotyczy bogatych, rozwiniętych społeczeństw starej Unii, ale w Polsce mamy coraz częściej pytają o tego typu wspomagacze. Najczęściej robią to w internecie.


Planowanie rodziny, posiadanie potomstwa i jego wychowanie nigdy nie należało do łatwych zadań. Pierwsze miesiące życia dziecka, które przez kawał czasu przyzwyczajało się do ciasnej, ciemnej, ciepłej macicy, potrafią być trudne, szczególnie kiedy niemowlę konsekwentnie odmawia snu, płacze i słowem: daje w kość 24 godziny na dobę. Do tego dochodzą kolki i frustracja rodziców, którzy chcieliby maluchowi ulżyć. Ale czy na pewno maluchowi? Czy może sobie?

Dzieci są różne. Jedne są bardziej podatne na bodźce, inne wolą sypiać całymi dniami. Pamiętam jak dziś, kiedy moja partnerka niemalże ze łzami w oczach pytała retorycznie: dlaczego ona nie chce spać? Koleżanki mówiły, że ich dzieci sypiają kilkanaście godzin na dobę. Tymczasem sukcesem było, jeśli córka – wówczas jako noworodek – przespała sześć godzin w ciągu dnia. Dziś – już jako niemowlę, które ma za sobą tzw. czwarty trymestr ciąży – też nie sypia zbyt wiele, bo, jak podkreślają lekarze, taka już jej uroda.

Sen dziecka jest jednym z tych elementów, których trzeba nauczyć się rozumieć. Badacze z amerykańskiego Temple University dowiedli, że zaledwie 30 proc. sześciomiesięcznych dzieci przesypia całe noce. Wśród trzylatków wartość ta jest wyższa o… zaledwie 8 proc. Na pełny, całonocny sen dziecka trzeba więc czasem czekać latami. I nie ma w tym żadnego odstępstwa od normy, wbrew utartym przekonaniom rodziców. 90-95 proc. dzieci ma najzwyczajniej w świecie inny rytm snu niż my, dorośli.

– Czasami rodzice przychodzą do gabinetu i proszą o coś na sen dla dziecka – mówi mi Michał Knapik, lekarz pediatra. – Są już raczej zdeterminowani i zdecydowani. Najczęściej jednak nie zdają sobie sprawy, że mogą popełniać proste błędy w postaci choćby niewłaściwej organizacji snu dziecka.

– Gdzie tkwi ich źródło? – pytam. – W funkcjonowaniu szkół rodzenia, które niewystarczająco wyczerpują ten temat oraz w internecie, który stał się podstawowym źródłem wiedzy o dziecku, którą to wiedzę rodzic przyjmuje bezkrytycznie.

Pytam też w Ministerstwie Zdrowia, czy resort zna to zjawisko i zaraz dostaję odpowiedź, że do tej pory nie wpływały żadne informacje dotyczące podawania przez matki środków nasennych małym dzieciom, choć MZ przyznaje, że może mieć to związek z medykamentami OTC.

– Lekomania dotyczy już całego społeczeństwa, także dzieci, głównie z powodu leków OTC, czyli dostępnych bez recepty – ciągnie dalej lek. Michał Knapik. – Rodzice idą często na łatwiznę. Dziecko płacze, więc dobrze by było dać mu coś na sen. Większość leków nie jest dopuszczona do stosowania u niemowląt, mimo to spotkałem się ze zjawiskiem dzielenia tabletek. Rodzic ma swoje lekarstwa i podaje swojemu dziecku, często niemowlęciu, ćwiarteczkę.

Straszne, myślę sobie.

Nie bez powodu specjaliści zalecają wypracowanie pewnej stałej rutyny, wzorca, które ukształtuje świadomość dziecka tak, że samo będzie wiedziało, kiedy jest pora czuwania, a kiedy pora spania. Nie jest to proste i często skutkuje buntem rozwścieczonego malca.

Niektórzy rodzice nie wytrzymują. Jedni stosują niebezpieczną dla rozwoju emocjonalnego malucha metodę cry it off, inni idą o krok dalej. W Internecie można znaleźć pełno pytań, które zadają niewyspane matki. Najczęściej pytają o wspomagacze ziołowe, ale niemało jest zapytań o takie środki jak choćby hydroksyzyna, którą zazwyczaj stosuje się u dzieci cierpiących na zaburzenia lękowe, czy nawet melatonina, środek, który przeznaczony jest głównie dla dorosłych. Jeśli wierzyć doświadczeniom matek, które swoje historie opisują na forach, to niektórzy lekarze neurolodzy zalecają jej stosowanie.

Wiele środków nasennych dla dzieci można niestety dostać bez recepty. Zazwyczaj reklamowane są jako smaczne syropki. Cena: kilkanaście złotych. Producenci takich preparatów najczęściej zaznaczają, że ich produkty przeznaczone są dla maluchów, które ukończyły kilka lat.

– Część lekarzy nadużywa przepisywania leków. Powszechną praktyką jest przepisywanie hydroksyzyny w syropie. Z syropami dostępnymi bez recepty też radzę ostrożność i stosowanie ich doraźnie, przez dzień lub dwa, w przypadku ostatecznej potrzeby – mówi pediatra.

W ostatnim czasie temat ten poruszyła bawarska minister zdrowia, Melanie Huml, która – jak podaje niemiecki serwis dw.com – przestrzegła rodziców przed następstwami stosowania farmakologicznych wspomagaczy: – Środki te mogą powodować uzależnienia psychiczne i uszkadzać wewnętrzne narządy jak wątroba czy nerki – podkreśliła minister. Wtóruje jej niemieckie stowarzyszenie pediatrów BVKJ: – Także przy niskich dawkach środki nasenne mogą spowodować zatrzymanie akcji oddechowej u dzieci – mówi jego rzecznik, Herman Joseph Kahl. To jednak nie wszystko. – Z lekami trzeba ostrożnie – dodaje lek. Knapik. – Po pierwsze można je bardzo łatwo przedawkować (są inaczej przez dzieci metabolizowane), co może być tragiczne w skutkach. Po drugie, nie wiemy – bo nikt nie przeprowadził takich badań – jak będzie wyglądała przyszłość tych dzieci. Mogą łatwiej popadać w uzależnienia, nie narkotyczne, ale lekowe. Po trzecie – trzeba sobie zadać pytanie, w jaki sposób podawanie leków niemowlakowi wpłynie na jego możliwości poznawcze, psychoruchowe, które w tym okresie są przecież bardzo ważne. W jaki sposób będzie ono poznawało świat czy nawiązywało relację z rodzicami skoro będzie odurzone? Czy nie będzie opóźnione w rozwoju? Mózg się rozwija dynamicznie, musi mieć bodźce, ciągłą stymulację – kończy lekarz.

W podobnym tonie wypowiada się przedstawiciel Ministerstwa, które – jak mnie zapewniono – z niepokojem obserwuje działania firm farmaceutycznych. Chodzi między innymi o reklamowanie produktów pozornie rozwiązujących problem, niesłużących jednak zdrowiu dziecka. Problemy z apetytem czy snem mogą być symptomem poważniejszych problemów, zatem rozwiązywanie ich przy pomocy leków dostępnych bez recepty, suplementów diety czy innych produktów może być źródłem poważnych problemów w przyszłości – czytam w oświadczeniu resortu.

Dowiedziałem się również, że obecnie w resorcie zdrowia prowadzone są prace nad nowelizacją ustawy „Prawo farmaceutyczne”, w której jednym z regulowanych obszarów będzie właśnie kwestia reklam.

Nie ma chyba przesady w stwierdzeniu, że środki nasennie nie są potrzebne dzieciom, tylko samym rodzicom. Jedyną metodą na zapobieganie powstawaniu patologicznych zjawisk jest radzenie sfrustrowanym matkom wprowadzenie zmian do codziennego funkcjonowania, posiłkowania się pomocą rodziny lub próba zlokalizowania przyczyn problemu. A tych może być wiele. Niestety tak banalne rady zazwyczaj potęgują agresję. Dochodzimy więc do momentu, w którym jedna z mam pyta internetową społeczność (pisownia oryginalna): Chciałabym podać mojej 11miesięcznej córeczce melisal ale tam jest napisane że od 12 roku życia. Więc teraz moje pytanie brzmi: czy mogę jej podać? jesli tak to jaką iloć? Julka od 4 miesiąca życia nieprzespała ani jednej nocy.

– Ludzie, którzy używają stwierdzenia „śpi jak niemowlę” chyba nigdy nie mieli pod dachem niemowlaka – mówi Natalia Rogalska, autorka bloga matka-nie-idealna.pl. – O syropkach na spokojny sen usłyszałam przy okazji jakiejś reklamy w telewizji. Nigdy nie stosowałam takich metod, aczkolwiek czasem w żartach stwierdzałam, że fajnie byłoby mieć „pstryczek” do wyłączania dziecka wieczorem. Środki nasenne są takim pstryczkiem, dużym ułatwieniem dla rodzica. Żaden lek nie pozostaje obojętny dla naszego organizmu i rodzice muszą się liczyć z konsekwencjami w przyszłości. Wierzę, że wiele matek jest wykończonych nieprzespanymi nocami i jedyna rada, jakiej mogę udzielić to poproszenie kogoś o pomoc – dodaje autorka.

Z kolei Justyna Basińska, autorka bloga parentingowego flowmummy.pl, mama trójki dzieci twierdzi, że od 9 lat jest permanentnie niewyspana i nigdy nie była w takim momencie, żeby poważnie myśleć nad podaniem dziecku czegokolwiek na sen. – Szczytem była dla mnie rumiankowa herbatka, po której i tak zawsze byłam zestresowana – dodaje – bo wiadomo nie od dziś, że rumianek potrafi bardzo uczulić. Wiem, że to brzmi jakbym miała się za lepszą mamę, ale podawanie jakichkolwiek leków takim maluszkom bez konsultacji z lekarzem jest ogromną nieodpowiedzialnością.

– Uważam, że leki nasenne są potrzebne, również w pediatrii, ale podkreślam – stricte w pewnych jednostkach chorobowych, w postaci choćby silnych nerwic. Wykluczone jest ich stosowanie w okresie wzmożonego płaczu, na przykład podczas ząbkowania – kończy moją rozmowę lekarz.

Jest jednak dobra wiadomość. Płacz i nieprzespane noce mają swój kres. – W życiu każdego rodzica przychodzi moment, że nie może uwierzyć w swoje szczęście, bo dziecko właśnie przespało całą noc. To się wydarzy! – mówi Justyna.

1 thought on “Nasze dzieci nie chcą spać. My idziemy na łatwiznę i usypiamy je… środkami nasennymi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *