Kiedy noworodek zmienia się w niemowlę, czyli o tym, jak zmienia się perspektywa

Pierwszy checkpoint osiągnięty. Zu nie jest już noworodkiem i dumnie prezentuje się jako coraz dojrzalsze, coraz ciekawsze świata niemowlę. A ja – w ślad za nią – staję się dojrzalszym tatą.

Pamiętam, kiedy po raz pierwszy wyszedłem z Zu na spacer. Zimno, pogoda kiepska. Do tej pory Zu spacerowała raczej z mamą, która chwaliła: takie spokojne dziecko, cały czas śpi. Ponoć przestawała płakać, kiedy poczuła poruszający się wózek. Najwidoczniej tego dnia Zu postanowiła zmienić strategię, bo rozbeczała się dopiero wtedy, kiedy ja dopiero nabierałem rozpędu.

Na początku każdy rodzic ma obawy, że oto przychodzi nowy bardzo delikatny domownik, z którym trzeba obchodzić się jak z jajkiem. Nic bardziej mylnego. Na przekonanie, że dziecku nic się nie dzieje kiedy płacze, czekałem jakieś trzy tygodnie. Po tym czasie płacz dziecka przestaje dorosłego przerażać. Choćby wydzierało się wniebogłosy.
Tym razem czułem się pewny, opanowany, kiedy z wnętrza spacerówki wydobywały się sygnały niezadowolenia. Wypadł smoczek. Pogłaskałem po główce. Spokój. Na chwilę.

Choć może mam lepiej niż inni rodzice, bo Zu – w ogólnym rozrachunku – płacze wtedy, kiedy jest głodna. A na to zawsze można coś zaradzić – poprosić dystrybutor o udostępnienie zaworów z mlekiem. Mam to szczęście, że Zu nie ma kolek, więc nie zastanawiam się, jak mogę jej pomóc i nie frustruję się mając poczucie braku kontroli. Nie śpi również zbyt dużo i czas czuwania woli spędzać podpięta do piersi mamy lub gapić się w uwodzicielsko interesujące różowe ściany.

Zmienia się z dnia na dzień, a obserwacja tego, w jakim tempie zmiany następują, potrafi być naprawdę fascynująca. Czasem myślę: nie dorastaj. Innym razem: dorastaj szybciej, żebyśmy mogli iść na rower. Tych procesów nie da się jednak ani opóźnić, ani przyspieszyć, więc cieszę się chwilą.

Mama-Zu mówi, że kiedy córeczka budzi się rano, przeciąga się dokładnie tak samo jak tata, z charakterystycznym grymasem na twarzy. Taki komunikat ma niewiele wspólnego z ciekawostkowym spostrzeżeniem. To jest to, co każdy facet chciałby usłyszeć od partnerki, matki swojego dziecka.

Mała robi się coraz bardziej skupiona, coraz dłużej potrafi zatrzymać wzrok na drobniejszych elementach. Lubi zwisające u sufitu motylki, za to mata z wiszącymi grzechotkami nie bardzo ją interesuje. Czasem, kiedy jest spokojna, układa usta w dziubek, jakby chciała zakomunikować, że coś wydaje się jej ciekawe.

Trochę zazdroszczę Mamie-Zu, bo to ona potrafi ją najszybciej uspokoić, kiedy płacze.

Szeroko otwiera oczka, tak, że można się w nich przejrzeć. Kiedy jesteśmy sami, przeglądam się więc powtarzając w myślach wyznania przeznaczone tylko dla niej. I życzenia przeznaczone tylko dla mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *