karmienie piersią

Nasze dzieci piją śmieci, czyli kilka słów o terrorze laktacyjnym

Jako ojciec czuję, że karmienie piersią mnie nie dotyczy. Ale ciężko wytrzymać, kiedy czytam opinie na temat karmienia piersią. Emocje są porównywalne do tych z trybun meczowych albo z sejmowej sali. Powiem od razu, by uniknąć nieporozumień: najlepsze jest mleko matki. Nic jednak nie jest albo czarne, albo białe.

Mam wrażenie, że z jakiegoś powodu kobiety, które nie karmią jedynie piersią, a decydują się na dokarmianie butelką są stygmatyzowane. Jak to? Nie karmisz piersią? – pytają jedne panie drugich. Temat ten urasta wręcz do rozmiarów intymnych pytań egzystencjalno-wychowawczych. Jak to? Nie chodzisz do kościoła? Albo: Jak to? Nie popierasz „czarnego protestu”? Nie szczepisz swoich dzieci? Nie dajesz klapsów?

Pal licho egzystencjalizm. Niektóre wypowiedzi na temat nie-karmienia piersią są przesiąknięte niemalże agresją. Na jednym z fanpejdży czytam: jak strzelać kretynom mlekiem w oko? Naprawdę?

Nie rozumiem tego terroru laktacyjnego. Gdyby wypuścić kobiety z przeciwnych stron barykady na jeden stadionowy sektor, to mielibyśmy niezłą burdę. Bo oto jedne twierdzą, że każda matka, niemal na zawołanie, tuż po porodzie, powinna być w stuprocentowej gotowości do karmienia. Nie zawsze jest tak pięknie i potrzebny jest łut szczęścia. Nawet najlepszy doradca laktacyjny czasem nie pomoże. Bo albo mleka nie ma od razu – jak często bywa po porodzie cesarskim cięciem, albo są jakieś inne dysfunkcje – tak jak w przypadku wcześniaków. A maluch coś jeść w końcu musi. W szpitalach karmi się więc mlekiem modyfikowanym. Niektóre matki nie widzą problemu, lekarze również.

Kontrowersje wokół mleka modyfikowanego są tak wielkie, że panie zafiksowane na karmieniu jedynie piersią popadły najpewniej w jakąś gigantyczną histerię i wszędzie upatrują masońskiego spisku. Zgoda, NAJLEPSZE JEST MLEKO MATKI. Ale modyfikowane też czasem się przydaje i bez względu na to, jak silne jest zaangażowanie osób promujących naturalny tryb odżywiania, będzie ono nadal dostępne. I nie sądzę, żeby miało się to wkrótce zmienić. Deal with it! Może trzeba zaakceptować fakt, że niektóre kobiety – czy to z wyboru, czy przymusu – decydują się na butlę. A jeśli koniecznie chcemy mieć wpływ na te pierwsze, to może zrobimy zrzutkę na jakąś akcję edukacyjną? Bo bez wątpienia edukacja jest potrzebna.

Wiem, co napisane jest na opakowaniach: że cukier, że chemia, że dodatki, których człowiek dorosły świadomie by nie zjadł. Wiem też, że diety matek karmiących piersią również pozostawiają wiele do życzenia. Piją mleko kupowane w sklepie, może nawet nie pasteryzowane, a UHT, które mlekiem jest już tylko z nazwy, jedzą chude wędliny, wspaniałą cielęcinkę nafaszerowaną antybiotykami, pałaszują od czasu do czasu tłuste ryby – jak choćby łososia, który w norweskich hodowlach żyje w takich warunkach, że włos się jeży na głowie, kupują na targu warzywa i owoce – tak, te jabłuszka, które rosną w Grójcu, tuż przy trasie S7 i powolnie nasycają się spalinami. O pestycydach nie wspomnę. Okej, może niektóre mamy są eko i odżywiają się w miarę możliwości bez chemii, ale odsetek wszystkich Polaków, którzy stawiają na ekologię, to jakieś 7 procent. Ile wśród nich jest matek karmiących? Nie wiadomo, ale zakładam, że niewiele.

O co więc w tym wszystkim chodzi? Może o marketing? Zwolenniczki mleka modyfikowanego napędzają przecież biznes korporacjom. Przeciwniczki – fundacjom i producentom suplementów na wspomaganie laktacji. Pośrodku jesteśmy my, ci którzy starają się myśleć dostatecznie trzeźwo, nie dając się podpalić ani jednej, ani drugiej stronie. Nie każde dziecko karmione mlekiem modyfikowanym czy karmione w trybie mieszanym musi mieć problemy z alergią czy odpornością. Nie każde dziecko karmione piersią będzie zdrowe jak ryba…

Mam więc mały apel do wszystkich wojujących doradczyń laktacyjnych: karmienie piersią to nie jest jeden i ostateczny warunek do tego, żeby nasze dzieci były zdrowe. To jeden z elementów, choć przyznaję: ten z kategorii ważniejszych. Zdrowie malucha to w końcu kompleks działań, bo co z tego jeśli najpierw matka nakarmi piersią dziecko, a potem skoczy na fajkę?

Mam jeszcze jedno pytanie do tych pań, które chwalą się kilkumiesięcznymi sukcesami w karmieniu piersią i jawnie dezaprobują karmienie mlekiem modyfikowanym: czy choć raz zadałyście sobie pytanie, jak wasze opinie wpływają na kobietę, która by chciała, a nie może?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *