Kamil Nowak, Blog Ojciec

Kamil Nowak, Blog Ojciec: bycie tatą jest sexy [WYWIAD]

Kiedy wpadłem na pomysł wywiadu z Kamilem, autorem bloga Blog Ojciec, nie sądziłem, że okaże się tak otwartym człowiekiem. Z wychowania swoich dzieci uczynił niemalże profesję, którą w sposób doktorancki dzieli się z tymi, którzy szukają u niego porady lub przychodzą po prostu się pośmiać. Rozmawiamy o klapsach, „łobuzach, którzy kochają najmocniej” i o tym, czy sprzedał się szczepionkowcom. Padają też epitety.

Tataluka: Nazwałbyś się ojcem nowoczesnym?

Blog Ojciec: Wszystko zależy od definicji nowoczesności. Na pewno nie nazwałbym się ojcem tradycyjnym, bo kojarzy mi się to z ojcem, który nie spędza czasu z dziećmi, a jedyny kontakt pojawia się wtedy, gdy jest wychowawczy problem i ojciec musi zastosować odpowiednią karę cielesną. Od tej wizji ojcostwa na pewno chciałbym odejść.

Przyznałeś kiedyś, że samemu zdarzyło ci się dać klapsa…

Tak, kiedyś wierzyłem w takie metody wychowawcze, bo nie znałem niczego innego. Później jednak zobaczyłem, że to zwyczajnie nie działa. Że działają tłumaczenia, że działa cierpliwość, że działa spędzanie czasu z dziećmi, ale że sam klaps nie ma pozytywnego skutku i tylko pogłębia zachowania agresywne. Wiele badań naukowych, na które później trafiłem, potwierdziło to.

A sam kiedykolwiek dostałeś po tyłku?

Jasne, że tak. Wtedy były takie czasy, że niemal wszyscy obrywali. Nie żeby pomagało, bo zdecydowana większość ludzi jak oberwała, dalej robiła to samo, tylko teraz robili tak, aby rodzice nie widzieli. Skuteczność była więc jedynie powierzchowna.

Masz za to żal do swoich rodziców?

Nie mam żalu, bo wiem, że moi rodzice działali według najlepszej dostępnej dla nich wiedzy. Wręcz w porównaniu do niektórych moich znajomych z tamtego okresu i tak miałem się całkiem nieźle, więc żalu na pewno nie czuję. Wdzięczność znacznie bardziej.

Jaki model wychowania dzieci najbardziej do ciebie trafia. Tradycyjny? Liberalny?

Ani jeden, ani drugi, bo oba brzmią nieco skrajnie. Do mnie najbardziej trafia taki, który stawia na współpracę rodzica i dziecka. Nie posłuszeństwo czy uległość, ale relację, w której zarówno moje potrzeby, jak i potrzeby moich dzieci są zaspokajane. Oczywiście nie znaczy to, że pozwolę dzieciom na wszystko, ale jeśli na coś nie pozwolę, to odwołam się do wytłumaczenia i wyjaśnienia możliwych konsekwencji, a nie do karania czy straszenia, bo zarówno ból, jak i strach paradoksalnie uniemożliwiają naukę z czysto biologicznego punktu widzenia, gdyż wyłączają obszary mózgu za nią odpowiedzialne.

Jaka jest twoja recepta na wytrwałość, dyscyplinę, konsekwencję?

Nie jest to recepta, która zawsze się sprawdza, ale zawsze staram się myśleć o tym, co chcę osiągnąć w okresie wieloletnim, a nie w danej chwili. Przykładowo ukaranie dziecka za to, że uderzyło brata, pomoże mi (i bratu) teraz, ale nie pomoże dziecku uniknąć takich sytuacji w przyszłości, bo zamiast o tym, co zrobiło, będzie myślało o tym, co ja mu zrobiłem. Rozmowa, ćwiczenia czy współpraca właśnie – to wszystko jest drogą do celu.

A frustracja?

Jasne, że się pojawia. Szczególnie gdy ćwiczymy coś kolejny raz i dalej nie widać efektów. Wtedy najlepiej dobrze jest porozmawiać z drugą dorosłą osobą i jej się wygadać. Komuś, kto nas wysłucha. Bo ja wiem, że tak działa to całe wychowanie, że trzeba czasami poczekać na rezultaty, ale jednocześnie czasami potrzebuję też komuś po prostu o tym powiedzieć, aby poczuć się, że nie jestem z tym sam. To pomaga zachować zdrowie psychiczne.

Potrafisz wymienić choćby pięć cech idealnego ojca?

Myślę, że poszukałbym ich w takich cechach jak cierpliwość, umiejętność panowania nad własnymi emocjami, sporo improwizacji, zaradność i jednoczesna umiejętność dokarmiania swojego wewnętrznego dziecka, czyli szukanie zabaw, które dają przyjemność nam i naszym dzieciom (u nas padło m. in. na gry planszowe).

Ojcostwo od dawna przeżywało kryzys. Dlaczego?

Czynników jest mnóstwo, największym wydają mi się przemiany kulturowe. Kiedyś tata pracował, a mama zajmowała się dziećmi. Jednak gdy mamy w pewnym momencie ruszyły do pracy, naturalnym wydawało się, że ojcowie wyrównają to poprzez większe zaangażowanie się w sprawy domowe. Tak jednak się nie stało przez wiele dekad. Ojcowie nie chcieli oddać swojego miejsca jako „głowy domu”, gdyż nie ukrywajmy – było ono niezwykle wygodne. Jednak czas mijał i zmiany musiały nadejść, a obecnie widzimy tego pozytywne efekty, czyli ojców, którzy nie tylko nie boją się zajmować dziećmi, ale czerpią z tego przyjemność i odnajdują się w tym – z korzyścią dla nich samych i dla dzieci.

Jesteś dowodem na to, że facet-ojciec może mieć odwagę zrównać się z kobietą-matką w dzieleniu się obowiązkami rodzicielskimi. Kiedy przyszedł moment, w którym uznałeś, że tak właśnie będzie?

U nas wyszło to dość naturalnie. Nie chciałem stać z boku patrząc na dorastanie moich dzieci, a moja żona nie odpychała mnie twierdząc, że wszystko wie lepiej.

Co byś więc poradził facetom, którzy mają wątpliwości?

Że nadają się do tego równie dobrze, jak każdy rodzic niezależnie od płci i niech nie dadzą sobie wmówić, że jest inaczej. Jak za paręnaście lat ich dziecko przyjdzie do nich po poradę w życiowej sprawie, zamiast do swoich kolegów, będą wiedzieli, że było warto.

Korzystałeś z urlopu tacierzyńskiego?

Nie korzystałem z rzeczywistego urlopu, bo nie miałem wówczas zatrudnienia w oparciu o etat, ale zostałem z jednym synem w domu, podczas gdy żona pracowała i uważam, że to jest bardzo dobre rozwiązanie dla wszystkich stron. Nawet jeśli mówimy chociażby o kilku miesiącach. Takie doświadczenie pokazuje jak wielka odpowiedzialność spoczywa na rodzicu zostającym w domu, jak wiele jest obowiązków na jego głowie, ale i jednocześnie jak wielkie poczucie spełnienia może to przynieść.

Jak zaczyna się więc dzień faceta, który ma do ogarnięcia całą grupkę?

Bardzo wcześnie. Szczególnie jeśli facet ma jeszcze jakieś hobby (u mnie w tamtym czasie była to konsola) i wie, że w trakcie dnia nie znajdzie na nie chwili, to nie ma innego wyjścia jak wstać godzinę, dwie przed wszystkimi, aby się w ciszy zrelaksować. A później to już dość standardowo.

Standardowo?

Budzisz dzieci, szykujesz ubrania młodszym, budzisz po raz drugi, siedzicie razem, aż przejrzą na oczy, gonisz do łazienki, pomagasz się ubrać. Przedszkolne jadą z mamą na zajęcia, a najmłodsze zostaje z tobą i z planem, aby przetrwać w jednym kawałku kolejny dzień.

Wiesz jakim epitetem cię określą i co teraz pomyślą o tobie ci faceci, którzy twierdzą, że opieka nad dziećmi to sprawa kobiety?

Na pewną znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że jestem ciotą czy pizdą, bo już się spotkałem z takim określaniem ojców siedzących w domu. Niemniej wiem, że tak powiedzą tylko ci, którzy czują się takimi zmianami zagrożeni, bo przyzwyczaili się do tego, że to kobieta robi za nich wszystko. Takie trochę duże dzieci, więc jednocześnie żadne szczególne autorytety i niespecjalnie boli mnie ich zdanie.

Spotkałeś się kiedyś z negatywną opinią mężczyzn?

Nie, wręcz przeciwnie. Ojcowie, których znam czują się dobrze ze swoją rolą i nawet jeśli pracują, a nie zostają w domu, to bardzo dobrze się w tej roli odnajdują. To tylko dodatkowo pokazuje, jak wiele się rzeczywiście zmieniło na lepsze w podejściu do ojcostwa w ostatnich latach.

Pogadajmy o kobietach. Masz żonę, więc umówmy się, że rozmawiamy w cztery oczy. Myślisz, że bycie tatą jest sexy?

Dla wielu kobiet dokładnie tak jest i słyszę podobne głosy coraz częściej. Stereotyp macho, czyli takiego faceta spod znaku „łobuz kocha najmocniej” może być sexy dla nastolatek, które mają najpewniej problematyczne relacje z rodzicami i nie wiedzą jeszcze zbyt wiele o życiu, ale dla normalnej kobiety dużo bardziej sexy będzie facet, który z jednej strony dalej pozostanie męski, ale jak będzie trzeba, to zajmie się swoją rodziną.

Miałeś jakieś dwuznaczne propozycje?

Mi się nie zdarzyło, ale znajomym samotnym ojcom jak najbardziej.

Co masz do zarzucenia dzisiejszym tatusiom?

Że czasami zbyt łatwo się poddają i dają zepchnąć na boczny tor, ze względu na wygodę lub strach i pozwalają żonie robić wszystko. Na szczęście dzieje się to coraz rzadziej. Osobną kategorią są też dość załamujące statystyki wskazujące, że naprawdę duża część ojców ucieka, gdy pojawia się dziecko niepełnosprawne i zostawiają kobietę z tym całkiem samą.

Statystyki pokazują też, że depresja poporodowa coraz częściej dotyka młodych ojców. To całkiem spory problem.

Rzeczywiście, podobno dotyka on 10 proc. mężczyzn. Myślę, że bierze się to stąd, że kiedyś mieliśmy jedno zadanie – zarobić na utrzymanie naszej rodziny. Teraz jednak tych zadań spada na nas więcej i nie zawsze potrafimy sobie z tym poradzić. To, co moim zdaniem jest w chwili obecnej bardzo ważne, to stworzenie programu pomocy takim mężczyznom, aby mogli uzyskać pomoc, jaką obecnie otrzymują kobiety.

Sprzedałeś się szczepionkowcom?

Wierzę, że od pieniędzy ważniejsza jest długoletnia wartość naszej pracy, dlatego nie, nie sprzedałem się. Ja naprawdę wierzę, że szczepionki działają, wierzę, że smugi za samolotami nie służą do kontrolowania naszych umysłów i wierzę też, że ziemia jest okrągła. Rozumiem, że to dla kogoś może być naiwne, ale tak jakoś w moim przypadku wyszło.

Padł jednak zarzut, że za jeden z tekstów rekomendujących szczepionki dostałeś wynagrodzenie.

Tekstów było kilka i przy jednym z nich rzeczywiście zgodziłem się przyjąć wynagrodzenie, ale moim warunkiem było to, że jeszcze w tym samym tekście poinformuję, że całą kwotę przekazuję na cele charytatywne i tak też zrobiłem. Dla mnie kluczowe było to, że dzięki tej współpracy miałem bezpośredni dostęp do dodatkowych informacji i mogłem porozmawiać z ludźmi, którzy pracują przy szczepionkach, bo dzięki temu mój tekst był lepiej dopracowany. A że przy okazji udało mi się wesprzeć dzieci, które tego naprawdę wsparcia potrzebują, to tym lepiej.

Czym był dla ciebie „czarny protest”?

Kolejnym dowodem na to, że w Polakach dalej drzemie potencjał i że jeśli ktoś przekroczy pewne granice, to jesteśmy w stanie się zmobilizować.

Czyli bliżej ci do hasła „Wolność, równość, demokracja” niż „Bóg, honor, ojczyzna”?

Chyba bliżej mi do tego pierwszego, bo wychodzę z założenia, że wolność jest jednym z najważniejszych praw człowieka (oczywiście mówię tutaj o wolności jednostki, która nie narusza jednocześnie wolności drugiego człowieka). Niemniej jednocześnie bardzo cenię sobie ludzi honorowych i sam również staram się, aby moje czyny były następstwem moich słów, więc honor też uważam za kluczowy. Ojczyznę swoją natomiast kocham bardziej niż jakiekolwiek inne miejsce na ziemi, ale przy tym nie ukrywam, że czasami patrząc na różne decyzje ludzi nią rządzących, bywa to dość trudna miłość. Wręcz czasami wydaje się miłością platoniczną.

Czujesz, że masz jakąś medialną misję do spełnienia? Twój Facebook ugina się od liczby polubień…

Na pewno chciałbym to wykorzystać w słusznym celu, który pomógłby innym, dzieciom szczególnie. Ktoś mógłby mi zarzucić, że przecież sporo treści na moim Facebooku to zwykłe śmieszne historie czy zabawne obrazki, a nie jakaś medialna misja. Trochę miałby w tym racji. Uważam, że w naszym obecnym świecie jest zdecydowanie za mało uśmiechu i dlatego nie widzę nic złego w tym, aby nieco go dodawać. Moim zdaniem jest to potrzebne, jako pewna równowaga dla mnóstwa ciężkich, czasem wręcz tragicznych wiadomości, jakie codziennie serwują nam serwisy informacyjne. Niemniej pomimo lekko humorystycznego zabarwienia, siła postu o „czarnym proteście”, pokazała, że ludzie są gotowi wziąć udział w czymś większym i poważniejszym, jeśli zajdzie taka potrzeba. Na co dzień może i poszukują chwili wytchnienia, zrozumienia czy po prostu uśmiechu, ale jak trzeba, to są w stanie walczyć o swoje. Podobnie zresztą jest z tematami dotyczącymi przemocy wobec dzieci – ludzie nie pozostają obojętni. To jest ważne i daje nadzieję, bo niestety sporo osób dalej wierzy w siłę kar cielesnych wobec dzieci, mimo braku jakichkolwiek dowodów na potwierdzenie ich skuteczności. Dlatego pomimo tego, że poruszałem ten temat już dziesiątki razy, zamierzam poruszać go tak długo, jak trzeba będzie, aby następne pokolenie miało dzieciństwo warte wspominania, zamiast dzieciństwa, po którym trzeba do siebie dochodzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *