Czy można być ojcem idealnym, skoro nikt nie jest doskonały?

Polecieliśmy na Marsa, pokonaliśmy żółtą febrę, żyjemy średnio o połowę dłużej niż sto lat temu, a mimo to nikt nie był w stanie dać jednoznacznej odpowiedzi na pytanie jak być dobrym rodzicem. Bo być TYLKO rodzicem można w końcu zawsze, o ile nie ma ku temu zdrowotnych przeciwwskazań. Ale być DOBRYM ojcem, to już inna sprawa.

Mam pedagogiczne, systemowe wykształcenie, które nie przygotowało mnie do roli ojca, a jedynie objaśniło, jak być dobrym opiekunem. I choć opieka to jedno z wielu zadań rodzica, to czuję, że to za mało. Zdecydowanie za mało.

Donald Winnicott, brytyjski psycholog i pediatra, był chyba najbliżej skonstruowania optymalnej teorii. Wystarczy „być wystarczająco dobrym ojcem” i dotyczy to także matek. Wystarczająco dobry ojciec nie jest więc ojcem idealnym. Posiada wady, z którymi dziecko – już w wieku późniejszym, bardziej świadomym – będzie się musiało zmierzyć. O ile matki z natury są wystarczająco dobre, bo w końcu rodzą dzieci od zawsze, to ojcowie o swoją rolę zaczęli upominać się stosunkowo niedawno.

Mam stuprocentowe przekonanie, że nie będę ojcem idealnym. Bo mam przecież wady jak każdy. Nie będę również trenerem, który wyśle swoje dziecko na obwoźne eliminacje do jednego z dziecięcych talent shows. Zamiast tego zaproszę córkę do swojego świata i może pokażę jak się jeździ na rowerze.

Czeka mnie za to sporo nauki. Bo trzeba będzie nauczyć się spędzania czasu na placu zabaw, robienia warkoczy, bawienia się lalkami, słowem: rzeczy, o których dzisiaj nie mam pojęcia. Doświadczenia nie mam żadnego, podejrzewam, że to będzie mozolna praca, głównie emocjonalna. My, faceci, jesteśmy ewolucyjnie upośledzeni w kwestii rodzicielskiej roli, choć natura wypracowała pewne mechanizmy określające nasze ojcowskie predyspozycje. Na przykład obniża się nam poziom testosteronu, a co za tym idzie – agresji. W taki sposób każdy świeżo upieczony ojciec przełącza się z trybu zdobywcy samic na tryb opiekuna.

Od kilkunastu dni, czyli od momentu kiedy nosidełko z dzidziusiem przekroczyło próg mieszkania, pojawiają się pierwsze symptomy nauki. Kiedy przebywam poza domem, choćby załatwiając urzędowe sprawy związane z rejestracją noworodka, pojawiają się pierwsze uczucia: trochę niepokoju, trochę tęsknoty, trochę przyjemnego mrowienia, że za godzinę wrócę i ponoszę córkę na rękach. Podczas pierwszej kąpieli odegrałem znaczącą rolę przytrzymywania dziecka – niby banał, ale takie banały tworzą więź. Od tamtej pory wydaje mi się, że coś się rozwinęło, coś zakwitło i wyda plon w przyszłości. Bycie wystarczająco dobrym ojcem to bycie obecnym przy kupach, karmieniu, kolkach i ogólnie całej dziecięcej rzeczywistości. Tak to widzę.

Facet nie jest wyposażony w intuicję, która podpowiada mu czego aktualnie może chcieć noworodek. A jeśli jest, to i tak pozostaje lata świetlne za matką. To właśnie z tego powodu staram się rozumieć facetów, którzy – być może – dziś przychodzą z pracy, siadają na kanapie i gapią się w telewizor zamiast po prostu pobyć z dzieckiem. Gdzie jest winowajca? Oceniać jest łatwo, ale celowałbym w ewolucję lub po prostu wzorce. Oni też mogą być wystarczająco dobrymi ojcami. Bo nie są doskonali. Nikt nie jest. Ale może są opiekuńczy, świadomi niedoskonałości, zainteresowani i zaangażowani. Po prostu obecni.

Jakim będę ojcem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *